Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/265

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wiktor.

Scenę pisze, ręczę Pani.

Ludmir.

Wiktorze!

Wiktor.

I nie scenę, ale rozdział. — Który to XVIII czy XIX?

Ludmir (na stronie).

Czyś ty oszalał!

Wiktor.

Wie Pani co mi ciągle szepce?

Ludmir.

To głośno powtórzę. Czyś ty oszalał tak daleko żart posuwać przed osobą, której być znanemi nie mamy zaszczytu, a której dobre mniemanie zawsze liczyć będę za jednę z najkosztowniejszych zdobyczy w mojém życiu.

Helena.

Prawdziwie — teraz nie wiem co myśleć. — Dzień dzisiejszy zdaje się przeznaczony na same zawiłości, które tylko...

Ludmir.

Oddźwięk uczucia rozplątać może.





SCENA VI.
Ciż sami, Szambelan.
Szambelan.
(wbiega nucąc, z pękiem prętów w ręku)

Patrz Helusiu.

Ludmir (na stronie).

Zabiłeś, morderco, najlepszą sposobność z nią mówienia.