Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
Ludmir.

Cóżeś robił dotychczas? każę cię połaskotać rzemieniem. (do Jowialskiego) Stróżu pieczętarzu, ckni mi się.

P. Jowialski.

Cóż rozkażesz?

Ludmir.

Baw mnie. (wyciąga się na dwóch krzesłach) Och i Mistrzu! fajki!

Szambelan.

Najjaśniejszy Pan woła.

Ludmir (do Janusza).

Zapominasz się w usłudze — każę cię w śniegach zakopać, fajki przynieś!

Janusz.

Przeklęty...

P. Jowialski (grożąc).

Godzina!

Janusz.

Zaraz przyniosę. (na stronie) Hultaj!

Ludmir.

A zatém, Pieczętarzu, gadaj mi co uciesznego, ja sy będę drzémał.

P. Jowialski.

Dobrze, Najjaśniejszy Panie. (na stronie) Ucieszne stworzenie! (do syna) Panie Janie, słuchaj:

Najczęściej sprzeczka z niczego się wznieci,
Jak to między małżeństwem raz poszło o dzieci.
Mąż utrzymywał że lubo nadobne,
Jednak do niego całkiem niepodobne;
Żona zaś powtarzała: podobne z urody
Do swego ojca, jak dwie krople wody.
O cóż im chodzi? wszystkich sprzeczką zadziwili,
Bo żona prawdę mówi, a mąż się nie myli.