Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Szambelan.

O! przepraszam, nie postrzegłem cię, Basiu.

Szambelanowa.

Nie wiesz; prawda?

Szambelan.

Tak dalece...

Szambelanowa.

Śmiechu tu niema, wkradł się w dom jakiś człowiek.

Szambelan.

Wkradł? — Pan Janusz kazał go przynieść, to ty nie wiesz, że to on sprawił nam...

Szambelanowa.

Słuchać proszę. Człowiek ten, prostak w najwyższym stopniu, znalazł jednak sposób, nie mówię podobania się, ale zajęcia Heleny.

Szambelan.

Ale wszakże ona pełni tylko wolę Janusza.

Janusz.

Jest! znowu moję wolę pełni!

Szambelan.

Wszakże sam chciałeś!

Janusz.

Chciałem, chciałem do stu czartów! chciałem i głupio chciałem, ale teraz nie chcę.

Szambelan.

A więc dobrze, jak się podoba.

(chce odejść)
Janusz.

Przez Boga żywego, panie Szambelanie, jesteś przecie ojcem.

Szambelan.

Wszyscy tak mówią.