Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Janusz (do Jowialskiego).

Na to pozwalać nie można.

P. Jowialski.

Ale dlaczego, dlaczego?

(Rozmawiają przy stronie, Jowialski zdaje się być przeciwnego zdania, kiedy Ludmir przy drugiej stronie mówi z Heleną)
Ludmir (na stronie do Heleny).

Chciej Pani zostać, nie lękaj się, znam granice żartu i winne uszanowanie. Słowa nie mówiliśmy z sobą, a dusze nasze już się rozumieją.

Helena.

Cóż to jest? Co za mowa?

Ludmir.

O chwilę rozmowy śmiem błagać. Niech błogosławię Nieba za sposobność poznania pięknéj Heleny.

Helena.

Tak jestem zdziwiona, że słów brakuje...

Ludmir.

Słowo, dźwięk próżny; tajniejszy język dusza posiada, i tym z tobą, Pani, dawno już mówiłem.

Helena.

Czego Pan żądasz?

Ludmir.

Nie trwoż się moją przybraną rolą i zostań. — (głośno) No! jeszcze tu? (rozskakują się).

Janusz.

Odejść nie możemy.

P. Jowialski.

Ale chodźcie.

Szambelan.

Zostaniemy, podobno.