Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Ludmir.

Finansów? Ha! to ty oderznąłeś mój tłómoczek. — Zdaleka odemnie, bo jeszcze mam parę srebrników w kieszeni. — Ale prawda, on się teraz ze mną dzielić będzie. — (do Szambelana) A ty co się śmiejesz, a nic nie gadasz, masz także dwa rzemiosła?

Szambelan.

Jestem wielki Kuchmistrz koronny i Effendi wojny.

Ludmir.

A! do kuchni i do wojny — do siekaninki więc, do siekaninki. — Wojny nie chcę.

P. Jowialski.

Bardzo pięknie, Najjaśniejszy Panie; bo przysłowie mówi: Gdy panowie za łby chodzą, poddanemu włosy trzeszczą.

Ludmir.

Doprawdy?

P. Jowialski.

Czego panowie nawarzą, tém się poddani poparzą.

Ludmir.

Ale kuchnię lubię — siadaj kucharzu. — A dobrze ty gotujesz?

Szambelan.

Ja nie gotuję, to jest tylko tytuł.

Ludmir.

Musisz gotować. — Ale słuchajcie, gdzież jest Rozumnik koronny?

P. Jowialski.

Tego urzędu niema.

Ludmir.

Któż za nas rozum mieć będzie?