Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/337

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Powiedz, tu, jakeś Kasper, jak ci miłe zdrowie,
Ach powiedz, kto ja jestem? jak się twój pan zowie.
(Do wszystkich) Cicho!

Kasper (okazawszy, że wie o co idzie).

Jan Rembosz, rotmistrz, jedziemy z Poznania.

Marek.

O morderco! zabójco! — lecz stój, bez gadania:
Gdzie papiery? gdzie skrzynka?

Kasper (pokazując ucho żelazne).

To się z niéj zostało.

Marek.

Jak? co?

Kasper.

Siedząc na bryczce trochę się drzémało,
W tém słyszę, ktoś przy skrzynce — nic to, daléj chrapię.
Niech kradnie, myślę sobie, na uczynku złapię —
Ba! już ciągnie, a ja łap — on sobie, ja sobie,
Wtém trzask prask, ucho pęka w tak nagłym sposobie,
Że fik! on leżał w jednym a ja w drugim rowie.
Dwóch nas leżało — on na plecach, ja na głowie.
On się zerwał piorunem, jam się zerwał duchem;
On w nogi, jam został — on ze skrzynką, ja z uchem.

Marek.

Milcz, milcz! (rzucając się na krzesło na środku stojące)
Dosyć już tego, niegodziwa gębo!

(Czesław wszystkich odprawia, potem on z jednéj, Klara z drugiéj strony Marka stoją — Kasper i Marta trochę w głębi przy przeciwnych stronach).