Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/299

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kasper wkrótce wraca cicho i staje za krzesłem, zatykając sobie gębę, aby się nie śmiał (siadając).

Słucham.

Klara.

Mój mąż...

Marek (do siebie).

Hultaj!

Klara.

Pewnie...

Marek (do siebie).

Czekaj!

Klara.

Panu...

Marek (do siebie).

Za twój śmiech zapłaczesz mi rzewnie.

Klara.

Jest znany?

Marek.

Pan Zięba?

Klara.

Tak.

Marek.

Od kolebki prawie;
Dla tego w jego domu czas jakiś zabawię...
Jeśli pani pozwolisz?

Klara.

Bądź pan jak u siebie.

(Kasper obiema rękami gębę sobie zatyka).