Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/286

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


SCENA II.
Czesław, Marta.
Czesław.

No, teraz w pana Marka przemienić się muszę.

(wdziewa obszerny surdut i krymkę czerwoną — bierze kapelusz i laskę)

To zwykły ubiór?

Marta (śmiejąc się).

Tak jest. Ach, na moję duszę!
Jak gdybym go widziała! on pozna sam siebie...
A gdy pan zechcesz całkiem udać go w potrzebie,
Niech pan krzyczy gadając, zrzędzi, gdéra, łaje,
Rękoma wciąż rozprawia, a nigdy nie staje.

Czesław.

Dobrze, dobrze. — A ty idź i nakaż surowo,
Aby nikt mi nie chybił i na jedno słowo:
Jestem dziś Marek Zięba i pan tego domu,
On zaś ma być najściślej nieznany nikomu.

Marta.

Mówiłam i powtórzę. Ale proszę pana,
Mój Kasper także wraca?

Czesław.

Ach moja kochana,
Nie wiem. Ledwiem zasłyszał jaki spisek nowy,
Spotkawszy się, dwie mądre ułożyły głowy,
Raczej, jak Marka naglił do nazwiska zmiany
Jakiś pan Rembosz, panicz wcale podejrzany,