Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


SCENA X.
Barbara, Doręba.
Barbara (siadając, do siebie).

Jak widzę, rozmowa sam na sam pomyślny skutek wzięła. Wielkie zapewne, wielkie, ogromne tajemnice odkryte zostały; ja tego wiedzieć nie mogę, nie moja w tém głowa. Ale do rzeczy, Panie sam na sam! (pisząc) Pytam się...

Doręba (który od początku sceny w głębokiém zostaje zamyśleniu, jakby do siebie).

Co za rączka! cudna!

Barbara.

Pytam się...

Doręba (zawsze z założonemi rękoma, jak do siebie).

Co za białość! co za skład! nie, nic podobnego w życiu nie widziałem.

Barbara.

Pytam się...

Doręba.

Tysiąc całusów zdawałyby się tylko jednym. Usta same ciągną się do niej.

Barbara.

Proszę odpowiadać, pytam się...

Doręba.

Za jedno ściśnięcie tej rączki, niewola sama byłaby rozkoszą; ten tok, pulchność, giętkość!