Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tobiasz.

Mnie zaś ta pończoszka ze świata spędzi: druty łamię, oczka spuszczam, a jak przyjdzie na pietę — ani rusz.

Kasper.

A z planiem to żólto, to niebiesko!

Błażej.

A z kuchnią, piekło prawdziwe.

Tobiasz.

A z dziećmi: co noc wstawaj, noś, śpiewaj, kołysz.

Błażej.

Ja wam szczerze mówię, że to nie są żarty, trzeba pomyśleć o sobie.

Tobiasz.

Co tu myśleć pomoże.

Błażej.

Pierwiéj myśleć, potem działać.

Kasper.

Co Waśeć mówiś? Aj stlach, źeby któla uslysala.

Tobiasz.

Dajmy temu pokój.

Błażej.

Tak, bójcie się, bójcie, będziecie tego żałować.

Tobiasz.

Pst! Grzegotka.