Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


SCENA III.
Bobiné, Smakosz.
Bobiné.

Ach! żeby ten pasibrzuch mógł już jechać sobie!

(patrzy na zegar)

Po czwartéj — aż na siódmą... ha! wiem, wiem co zrobię:
Zegar posunę. (posuwa) Ale niedość... tylko śmiało!

(wyciąga mu zegarek z kamizelki, posuwa, potém uderza mocno książką o stolik).
Smakosz (zrywając się).

Ho, ho! trzymajże gapiu! — Uf! a mnie się zdało,
Że jakiś człowiek miły, przyjemnéj postaci,
Ze strasburskim pasztetem równowagę traci,
I leci, leci, leci... a niech piorun trzaśnie!
Człowiek musi się martwić nawet kiedy zaśnie!

Bobiné.

Ależ tak spać! cóż w nocy z waćpanem się dzieje!

Smakosz.

Tak spać! pięć minut czasu... (patrząc na zegar) ten zegar szaleje!
Pół do szóstéj!
Nie to być... (dobywając swój zegarek) przebóg!
(wołając przez okno) hej, mospanie!
Każ zaprządz — pół do szóstéj! (idąc do drzwi)
O nieszczęsne spanie!

(wołając za drzwi).

Niech tam zaprzęga, prędko! (wołając) czy opium zażyłem?
Gdzież mój kapelusz? (przez okno) śpiesz się! wszakże ci mówiłem,