Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/092

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zofia.

Co za myśl!

Bobiné.

Wiesz Zofio, przyznać ci się muszę,
Każdemu z nich przyrzekłam moje dobre słowo,
Każdemu, że u ciebie wesprę go namową,
I od każdego wzięłam jak najczulsze dzięki.
Ale z nich Czesław tylko godzien twojéj ręki,
Wierz mi, szkoda nam czasu, skończ jeszcze w téj dobie.
A potem... potém może... pomówię o sobie.





SCENA X.
Zofia, Bobiné, Smakosz, Baron, Wtorkiewicz.
Smakosz.

Przebacz moja królowo, żem kuchnią zarządził:
Prosiłem pana Troto, by rozbif sporządził.
Wyśmienite francuskie, leciuchne potrawy,
Kiedy rozbif lub bifsztyk doda im podstawy.

Wtorkiewicz (cicho do Smakosza).

Ale mówże, masz mówić.

Baron (z drugiéj strony podobnież).

Przystąpże do rzeczy.

Smakosz (przeglądając kartkę).

Capilotade de volaille, przednie, nikt nie przeczy;