Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/036

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Baron.

Dawno, dawno! przodkowie pana Wtorkiewicza,
Cenili może miłość, co zyski przelicza;
Lecz dziś czucie z rachubą nie może być w zgodzie
I te dary już nie są, choć bywały w modzie.

Wtorkiewicz.

Pan Baron, widzę, zawsze jak najświeższéj mody =

Baron.

Wstydziłbym się kochance nieść takie dowody.

Wtorkiewicz.

Niema niebezpieczeństwa, nigdy się nie spłonisz =
O, nigdy! tego wstydu kaducznie się chronisz! =

(Lokaj wchodzi z listami i następnie oddaje).
Czesław.

Poczta. (odbiera list i daje skrycie służącemu parę złotych)

Wtorkiewicz (odebrawszy, rzuca na ziemię dukata).

Na, masz dukata.

Baron (na stronie)

Ten zawsze dukata!

(do służącego)

Masz łaskę...

Wtorkiewicz.

Łaskę! łaskę! to djabła zapłata.

Czesław. (przeczytawszy, na stronie).

Tak, dobra rada, mój los dziś roztrzygnąć muszę.
Co ma być, już jest teraz.

Baron (przeczytawszy na stronie).

Ach, na moją duszę!
Resztę mi wzięli, wszystko!