Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/232

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Zdzisław.

Raz, dwa, trzy! mam żonę, niech się co chce stanie!

Alfred (do Zdzisława).

Co tu robić?

Zdzisław.

Ha! uledz władzy przeznaczenia.

Panna Marta.

Przeznaczenie najstalsze zamiary odmienia.
Wyjeżdżając ze Żmudzi... byłeś w Żmudzi kiedy?
Co? nigdy? no, to ze mną będziesz. Otóż tedy
Wyjeżdżając że Żmudzi... bo mam proces duży,
Lubisz procesa? co? nie? jak co komu służy.
Otóż więc proces; wiele byłoby powiadać,
Jak, co, więc krótko mówiąc, bo nie lubię gadać,
Chcą, choć jeszcze lat nie mam, pozbyć się opieki...

Zdzisław.

Opieka więc na Żmudzi trwać musi dwa wieki.

Panna Marta.

Jest to cnota nad cnotami,
Trzymać język za zębami;
Co? niema się co mówić, trzeba cicho siedzieć,
Lepiej, rybeńko, milczeć, niż głupstwo powiedzieć.

(do Alfreda)

Wyjeżdżając ze Żmudzi, czym się spodziewała,
Że na miejsce dekretu będę męża miała,
Że na twoje zbawienie, jakby z nieba spadnę?
Otożeż przeznaczenie. Co? a zatém żadne...

Zdzisław.

Alfredzie, dosyć żartów, dosyć i zabawy;
Panienka może przez nas nie wygra swej sprawy;
Przeciąganiem tej sceny możemy zaszkodzić.

Panna Marta.

Sceny? co?