Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Karol.

Cztéryś razy się żenił, razu nie kochałeś,
Cztery razy więc w życiu już siebie przedałeś.
Nie kochać! o człowieku jedyny w naturze!
Ach, gdybym był to wiedział, byłbyś został w dziurze.

(śpiewa)

Święty ogień, dar bogini,
Co się w duszę wkrada skrycie,
Co nam niebem ziemię czyni,
Co uświetnia krótkie życie!
Kto go nie zna nie posiada,
Biada temu, biada, biada!
Przez miłości boskie tchnienia,
Szczęście, roskosz, przyszłość cała,
W tę osobę się przemienia,
Co się wdzięcznie nam rozśmiała.
Ach, to czucie, kim nie włada,
Biada temu, biada, biada!
Nawet troska i cierpienie
Miłym żalem duszę pieści;
Łza miłości i westchnienie
Krocie słodycz w sobie mieści.
Ach, kto hołdu jej nie składa,
Biada temu, biada, biada!

(podczas gdy Karol śpiewał, Burmistrz usnął)

Usnął widzę przy śpiewu melodyjnym tonie,
Sapie, chrapie i dmucha, jak przy czwartej żonie.
Zemszczę się nad nieczułym... samego zostawię,
Skryty, cieszyć się będę widząc go w obawie.

(odchodzi).