Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Bez paszportu... uwiężą i... powieszą może.
Gdyby!... tak!... lecz... poszukam... dobrze, wyśmienicie.

(wchodzi do alkierza po prawej ręce sceny i wynosi ubiór Małgorzaty)

Otóż jest... łatwiej zawsze przemknąć się kobiécie;
I Panowie Strażniki, co tak chętnie skubią,
Dla nadobnej figurki pofolgować lubią.
Wszystko czego potrzeba. (ubierając się).
Perdesu, spodnica,
Kornet, to skryje oczy i wąsate lica.
A mój strój? (chce przez okno wyrzucić)
Nie, myśl dobra... ubiorę bałwana,
Śpiąc, może Don Karlosa oszukać do rana.

(Śpiącego Kmotra ubiera w swój płaszcz i kapelusz, potém węglem maluje mu wąsy i bródkę.)

Tym wąsem... i tą bródką... Pedrillem cię robię,
Moję sławę i guzy przekazuję tobie. (idzie)
Teraz... (wraca)
Ha! jak tam ciemno! Ale widma, boje...
Chodźmy... O, mój patronie, wiedźże kroki moje!

(odchodzi).





SCENA XII.
Kmotr (śpiący), Burmistrz, (później) Wójt, Wieśniacy.
Burmistrz.
(wychodząc zawadza i wywraca strzelbę, którą Michał postawił przy drzwiach; podnosząc mówi wiersz pierwszy)

Cóż to znowu? tu wrzawie, widzę, końca niema.

(Wieśniacy wchodzą prędko z latarniami)
Pierwszy Wieśniak.
(zobaczywszy strzelbę w ręku Burmistrza).

Otóż jest! oto, oto! jeszcze strzelbę trzyma.