Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
(do siebie)

Jednakże wielkie dziwy, piorunuje zblizka,
Ażeby też raz jeden, to się nie zabłyska.

(idzie do okna).

Taćto pogoda! tylko rzęsista ciemnota.
Aj, aj... niby wóz jakiś... ktoś stuka we wrota...
Czy to mnie się tak widzi, czyli w rzeczy samej?

Michał ze (dworu).

Otworzyszże nam? gapiu! godzinę czekamy.
Proszę, a to wisielec!... zwabić go nie mogę.

Kmotr.

Do Kielec?... a, do Kielec pytacie o drogę?

Michał.

Głuchy!

Kmotr.

Trakt suchy.

Michał (grożąc).

Będziesz bity!

Kmotr.

I ubity.

Michał.

Ej basy!

Kmotr.

Są i lasy.

Pocztylion (za drzwiami).

Głuchy albo spity.

Michał.

To łotr!

Kmotr.

A Kmotr... Do usług.

Michał.

Gdzież masz, łotrze, uszy?

Kmotr.

Jak się mam?... Dobrze, dobrze.

Michał.

Hultaj się nie ruszy,
I pono tę noc całą stać będziem na dworze.