Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Wacław (wpadając w mowę).

Bardzo mi się podobała.

Alfred.

Tak?

Wacław (prędko)

Kochamy się wzajemnie
I umiemy żyć przyjemnie;
Otóż okoliczność cała.

Alfred.

Umiecie żyć przyjemnie? umiejętność rzadka;
Lecz jakże już trwa dawno ta dla mnie zagadka?

Wacław.

Od dwóch tygodni jestem pewny że mnie kocha.

Alfred (na stronie).

Od dwóch tygodni mnie zwodzi.

Wacław (zasłyszawszy).

Czy zwodzi?
Otóż właśnie i mnie o to chodzi;
Ale znowu nie jest płocha
I te listy w takim zbiorze,
Nie, to być nie może.
Ale, hm, prawda, przypominam sobie,
Ktoś się w niej kochał młody i bogaty,
Raz mi wspomniała w dość dziwnym sposobie,
Nawet się śmiała z kochanka utraty.
Lecz jeśli mając te oba przymioty,
To jest, młodość i klucz złoty,
Nie umiał panicz wyszukać sprężyny,
Do ustalenia tak młodej dziewczyny,
To już być musiał, mówiąc między nami,
Gap’, ale gap’ nad gapiami.