Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Orgonowa.

Ten nic nie znaczy.

Aniela.

Nie wierz temu, siostruniu.

Orgonowa.

Już ja ci ręczę. On ani pomoże, ani zaszkodzi. Jest, czy go niema, wszystko jedno. Ale ci starzy, ci starzy, jak zaczną ruszać wąsiskami, toby w ogień wlazł jeden za drugim.

Dyndalska.

Póki będą z sobą, póty próżne nasze starania. My gadamy, gadamy, a Pan kolega kiwnie głową, i jużci po wszystkiemu.

Orgonowa.

Rotmistrz najstraszniejszy.

Aniela.

Kiedy tak... poświęcę się waszemu dobru: pójdę za niego.

Dyndalska.

Ależ on ma rozum, kochany aniołku.

Aniela.

A dowcip Waćpani.

Orgonowa.

Niech się stara mu podobać... albo go podbije, albo go wystraszy; zatém zawsze dobrze.

Aniela.

Chcę wam służyć mimo waszych urągań i zobaczycie, że swego dokażę.

Orgonowa.

Majora rozczulać.

Dyndalska.

Nie dać mu odetchnąć.

Orgonowa.

Ani momentu; jak go zmęczymy, to na wszystko przystanie. Ja go znam dobrze.