Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Orgonowa.

Na wsi chcesz osiąść.

Major.

Ani myślę.

Orgonowa.

Tylko nie sprzeczaj się ze mną, bo nigdy nie skończę.

Major.

Słucham więc.

Orgonowa.

Bardzo robisz rozumnie, ale trzeba... trzeba, trzeba, krótko mówiąc, abyś się ożenił.

Major (zrywając się).

Czyś Waćpani szalona?

Orgonowa.

Grzecznie, niema co mówić.

Major (siadając).

Chciałem powiedzieć: chyba byłbym szalony!

Orgonowa.

Dla czego?

Major.

Spojrzyj na mnie, a masz odpowiedź. Mnie? w tym wieku, brać młodą żonę? Co za myśl! co za myśl! Nigdy małżeństwa nie byłem przyjacielem a tém bardziej teraz. W obozie posiwiały, szabla i koń, to moje były kochanki; a jeślim czasem pokochał, to po huzarsku: póki dobrze, póty miłość. I ja teraz mam się w amory wdawać? Byłbym szalony, a jeszcze szaleńsza ta, coby się za mnie wybrała.

Orgonowa.

Ja więc dziś mówić nie będę.

Major.

Gadaj sobie Waćpani na wszystkie cztéry wiatry, gadaj do sądnego dnia, ale nie o mojém ożenieniu.