Przejdź do zawartości

Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T5.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
—   76   —

 — I nie czujesz okropności zbrodni, jakiej stałeś się wspólnikiem?..
 — Masz tobie — pomyślał Baisemeaux i dodał głośno:
 — Ale jakiej zbrodni, ekscelencjo?...
 — Za to powinieneś być ćwiartowanym!.. ale nie czas teraz mówić o tem; zaprowadź mię natychmiast do więźnia!...
 — Do jakiego więźnia?... — spytał Baisemeaux drżący.
 — Udajesz, że nie wiesz?... dobrze, i to jest najlepiej dla ciebie!.. Bo istotnie, gdybyś był wspólnikiem, byłoby już po tobie!... Chcę więc uwierzyć w twoją nieświadomość.
 — Ależ, ekscelencjo.
 — Dobrze!... dobrze już, ale prowadź mię do więźnia!
 — Do Marchialego?...
 — Kto to jest ten Marchiali?...
 — Jest to więzień, przywieziony dziś przez pana d‘Herblay!..
 — Nazywają go Marchiali?... — rzekł Fouquet, zmieszany w swoich domysłach prostoduszną otwartością Baisemeaux.
 — Tak jest!... ekscelencjo!... pod tem nazwiskiem jest tu zapisany.
 Fouquet, przywykły do czytania w sercach ludzi, przekonał się o zupełnej jego szczerości, a potem, przypatrzywszy się z uwagą wyrazowi twarzy Baisemeaux, nie mógł już przypuścić, ażeby Aramis powierzył mu tajemnicę.
 — I to ten więzień — spytał gubernatora — którego d‘Herblay wczoraj zabrał z sobą?...
 — Ten sam!.. ekscelencjo.
 — Ten, którego odwiózł dziś napowrót?... — dodał żywo Fouquet, domyśliwszy się całego planu Aramisa.
 — Tak jest!... ekscelencjo.
 — I nazywa się Marchiali?...
 — Marchiali. A jeżeli ekscelencja przybyłeś, aby go zabrać, tem lepiej, bo właśnie chciałem pisać o nim do jego ekscelencji.
 — Po co?...

 — Od dzisiejszego rana jestem bardzo niekontent z niego,