Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T3.djvu/72

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   72   —

    — Otóż jesteśmy.
    — Przekonamy się, czy możliwem było co usłyszeć — wyrzekła księżna.
    — Ciszej!.. zawołała dziewica, zatrzymując księżnę z gwałtownością, zapominającą o etykiecie.
    Księżna stanęła.
    — Przekonaj się pani, że słychać — rzekła Athena.
    — Jakto?
    — Niech księżna pani słucha.
    Księżna zatrzymała oddech i słychać było w rzeczy samej wyrazy, wymówione głosem smutnym i przyjemnym zarazem.
    — O! mówiłem ci, wicehrabio, i mówię, że szalenie ją kocham; mówię, że gotów jestem umrzeć dla niej.
    Na ten głos księżna zadrżała. Z kolei zatrzymała swoję towarzyszkę i lekkim krokiem odprowadziła ją o dwadzieścia kroków w tył, to jest tak daleko, że głos dojść jej nie mógł.
    — Pozostań tu — rzekła — moja droga Atheno, aby nas kto nie zoczył: sądzę że tu o tobie mowa?
    — O mnie, księżno?
    — Tak, o tobie, albo raczej o tej przygodzie; posłucham sama, bo we dwie byłybyśmy odkryte. Idź, poszukaj Montalais, powracaj i czekaj mnie na ścieżce do lasu.
    Spostrzegłszy zaś, jej wahanie, dodała stanowczo:
    — Idź i pośpiesz się!
    Następnie uniosła suknię, aby nie sprawiać szelestu i ścieżką przez zarośla poszła w kierunku królewskiego dębu.