Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T3.djvu/70

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   70   —

    — O! nie, nie — rzekła — król nie słyszał. Zresztą przekonamy się same. Pokaż mi dąb.
    I księżna puściła się w drogę.
    — Czy wiesz, gdzie on jest?... — zapytała.
    — Tak, pani.
    — I trafisz do niego?
    — Z zamkniętemi oczami.
    — Wybornie; usiądziesz na ławce, na której siedziałaś i na której siedziała La Valliere i będziesz mówiła tym samym tonem i te same myśli, a ja ukryję się za krzakiem i jeżeli będę słyszała, powtórzę twoje wyrazy.
    — Dobrze, księżno.
    — Jeżeliście za głośno mówiły i król was słyszał, to...
    Athena niecierpliwie czekała końca rozpoczętego zdania.
    — To — mówiła księżna głosem stłumionym, z powodu utrudzenia — to ja was będę broniła.
    I podwoiła kroku. Wtem zatrzymała się.
    — Jedna myśl przychodzi mi do głowy!
    — Zapewne wyborna — odpowiedziała panna de Tonnay-Charente.
    — Montalais musi być równie zmieszana jak wy obie.
    — Mniej; albowiem mniej od nas mówiła.
    — Mniejsza o to; ale wam dopomoże małem kłamstwem.
    — Nadewszystko kiedy się dowie, że Wasza Królewska Wysokość mną się interesuje.
    — Powiecie, że wszystkie trzy wiedziałyście o obecności króla za drzewem, albo za tym krzakiem, również jak i o obecności pana de Saint-Agnan.
    — Dobrze, Wasza książęca mość.
    — Utrzymujcie śmiało, żeście wszystkie trzy wiedziały, rozumiecie, wszystkie trzy, bo jeżeli co do jednej zwątpią, zwątpią o wszystkich. Utrzymujcie, mówię, żeście wszystkie trzy wiedziały o obecności króla i pana de Saint-Agnan i żeście się chciały zabawić kosztem ciekawych.
    — A! księżno, kosztem królewskim, tego nigdy nie poważymy się powiedzieć.