Przejdź do zawartości

Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T3.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
—   230   —

tagnan wniósł to żądanie, król kładł się do łóżka, strudzony po tańcu.
 — Chcesz mnie opuścić, panie d‘Artagnan?... — zapytał tonem zdziwienia.
 — Najjaśniejszy Panie — odparł d‘Artagnan — opuszczam cię, bom ci na nic nie przydatny. A!... gdybym ci mógł służyć za równowagę kiedy tańcujesz, to co innego.
 — Ależ, kochany panie d‘Artagnan, — odpowiedział król z powagą — równowagi w tańcu nie potrzeba.
 — No, to przebacz, Najjaśniejszy Panie, ja o tem nie wiedziałem!...
 — Czy widziałeś mnie tańczącego? — zapytał król.
 — Widziałem, ale sądziłem, że czasem będą inne postępy... Omyliłem się; i to jedna przyczyna więcej, abym się oddalił. Powtarzam, Najjaśniejszy Panie, że nie jestem ci potrzebny, zresztą, gdybyś mnie potrzebował, wiesz, gdzie mnie znaleźć.
 — Dobrze, — rzekł król.
 I udzielił żądanego pozwolenia.
 Nie będziemy zatem szukali d‘Artagnana w Fontainebleau; znajdziemy go przy ulicy Lombardów, pod Złotym Tłuczkiem, u naszego zacnego przyjaciela Plancheta. Była ósma wieczorem, gorąco; w pokoju w antresolach jedno okno otwarte. D‘Artagnan leżał na ogromnem krześle z poręczami, mając wyciągnięte nogi na ławie.
 O dwa kroki od niego, zupełnie w cieniu, leżąc na worku kukurydzy, brzuchem do ziemi, i oparłszy brodę na dłoni, patrzył Planchet na d‘Artagnana myślącego, dumającego, czy też śpiącego z otwartemi oczami. Jego obserwacja trwała już oddawna. Wreszcie Planchet zdobył się na odwagę i zapytał:
 — A co, śpisz, panie d‘Artagnan?
 — Nie, panie Planchet, nawet nie śpię, — odpowiedział muszkieter.
 — Ten wyraz nawet, do rozpaczy mnie doprowadzi — rzekł Planchet.

 — Czemuż ci się tak nie podoba wyraz: nawet?