Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T3.djvu/141

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   141   —

    czy kochasz wicehrabiego de Bragelonne, twojego narzeczonego?....
    — A!... mój Boże — rzekła z wyrzutem Ludwika — jakaż w twej mowie surowość?....
    — Bynajmniej, nie jestem ani mniej, ani więcej surowa, niż zwykle, zadaje ci pytanie, a ty zechciej mi odpowiedzieć.
    — Dobrze — rzekła Ludwika głosem stłumionym — chociaż nie pytasz mnie po przyjacielsku, ja ci odpowiem szczerze, jak przyjaciółka.
    — Odpowiedz zatem.
    — Serce moje przepełnione jest skrupułami i śmieszną dumą dla zachowania i skrytości wszystkiego, co kobieta powinna ukryć, i nikt nigdy pod tym względem nie czytał w mojej duszy.
    — Wiem o tem. Gdybym czytała, nie zadawałabym ci pytań, ale powiedziałabym poprostu: Moja Ludwiko, jesteś szczęśliwą, znając pana de Bragelonne, bo jest on miłym chłopcem i wyborną partją; pan de La Fere pewnie zostawi swemu synowi około piętnastu tysięcy liwrów rocznego dochodu. Nie zbaczaj zatem ani na prawo, ani na lewo, ale idź szczerze do pana de Bragelonne, to jest do ołtarza, dokąd cię poprowadzi.
    — A jabym ci podziękowała — wyjąkała Ludwika, — chociaż rada nie wydaje mi się zupełnie dobrą.
    — Zaczekaj, zaczekaj... ale zaraz dodałabym po tej radzie; Ludwiko, spędzać całe dnie z głową pochyloną, z założonemi rękoma i błędnem okiem szukać ciemnego cienia i unikać zabaw, które serca młodych dziewic radują; niebezpieczna to rzecz, Ludwiko, pisać końcem stopy na piasku, jak to czynisz, litery, które trudno zniszczyć, osobliwie, kiedy są więcej do L niż do B podobne; niebezpieczna nakoniec rzecz paść umysł dziwnemi urojeniami, które są owocem samotności i migreny, takie urojenia trawią młodość pięknych dziewic i działają na mózg; nieraz tym sposobem najprzyjemniejsza osoba staje się przykrą, a najdowcipniejsza ograniczoną.
    — Dziękuję ci, kochana przyjaciółko — łagodnie odpowie-