Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T1.djvu/342

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   342   —

    — Ależ niepotrzebnie nakładać tyle drogi, która tu tworzy kąt.
    Rybak potrząsnął głową.
    — A przecież każda droga najkrótsza z jednego punktu do drugiego jest linją prosta — mówił dalej d’Artagnan.
    — Ale pan zapominasz o falach.
    — No, to prawda.
    — A wiatr?
    — I temu nie przeczę.
    — Otóż prąd Loary pędzi statki aż do Croisie. Jeżeli potrzebują naprawy albo odświeżenia zapasów, udają się do Pirial, płynąc nad brzegiem morskim. Z Pirial mają znowu inny prąd wody, wsteczny, który je pędzi aż do wyspy Dumet całe półtrzeciej mili.
    — Masz słuszność, mój przyjacielu.
    — Tam prąd rzeki Vilaine niesie je do innej wyspy zwanej Hoedie.
    — I na to się zgadzam.
    — Otóż, mój panie, z tej wysepki do Belle-Isle droga zupełnie prosta. Morze, przecięte na krzyż temi przeciwnemi prądami, ma tu gładką powierzchnię, podobna do zwierciadła, po którem statki przesuwają się jak kaczki po Loarze.
    — Wszystko to dobrze — odrzekł uparty pan Agnan — jednakże to bardzo wiele nałożonej drogi.
    — Zresztą!... Taka jest wola pana Fouquet — zakończył rybak, uchylając wełnianej czapki, przy wymówieniu tego szanownego nazwiska.
    Spojrzenie d‘Artagnana, które przeszyło, jak klinga szpady, serce mówiącego starca, nie znalazło w nim nic prócz otwartości i zaufania, a na twarzy jego malowała się obojętność i zadowolenie.
    D‘Artagnan dosyć już w tem miejscu postąpił w badaniach; zresztą, statki już odpłynęły, i w porcie Pirial pozostała tylko krypa starego rybaka, która nie była jeszcze przygotowaną do wypłynięcia na morze.