Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T1.djvu/223

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   223   —

    drzewiony, mocno zacieniony murami i facjatą gmachu świętych Gerwazego i Protazego — tysiąc trzysta liwrów.
    — Tysiąc trzysta liwrów! ależ to po królewsku.
    — Rzecz taka jest. Mocno podejrzewam któregoś z kanoników parafji (ci kanonicy to prawdziwy Krezusi), podejrzewam go więc, iż najmuje ten ogród, aby miał gdzie pobaraszkować. Lokator podał nazwisko pana Godarda... Jest ono fałszywe albo prawdziwe; jeżeli prawdziwe, to kanonik, a jak fałszywe, to ktoś nieznajomy; co mi po tej wiadomości? Płaci zawsze zgóry. Przyszła mi właśnie myśl, gdy cię spotkałem, aby kupić przy placu Baudoyer dom, którego tyły łączą się z moim ogrodem i stworzyć wspaniałą posiadłość. Myśl tę wybili mi z głowy twoi dragoni. Patrz, zawróćmy na ulicę Vannerie, pójdziemy prosto do imci pana Plancheta.
    Przyśpieszyli kroku i rzeczywiście stanęli u Plancheta, w pokoju, który kupiec ustąpił swojemu dawnemu panu.
    Plancheta nie było w domu, lecz obiad był już gotowy. Jakkolwiek kupcem korzennym został, pozostały w nim jeszcze resztki systematyczności i punktualności żołnierskiej.
    D‘Artagnan zwrócił rozmowę na tor przyszłości Raula.
    — Ojciec twój krótko cię trzyma?... — rzekł.
    — Sprawiedliwie, panie kawalerze.
    — O! ja wiem, że Athos jest sprawiedliwy, lecz oszczędny może?
    — Królewską ma rękę, panie d‘Artagnan.
    — Nie krępuj się, chłopcze; jeżeli kiedy potrzebować będziesz kilku pistolów, masz tu starego muszkietera.
    — Drogi panie d‘Artagnan...
    — Grywasz czasami?
    — Nigdy.
    — Masz zatem szczęście do kobiet?... Rumienisz się... O! ty Aramisku! Mój drogi, to drożej jeszcze, niż karty kosztuje. Co prawda, jest odwet, bo przegrawszy, bić się można. Ba! ten płaksa król każe płacić karę tym, co wyjmują szpadę z pochwy. Co za rządy, biedny mój Raulu, co za rządy! Gdy pomyślę, jak za moich czasów oblegano muszkieterów po domach, jak nie-