Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T1.djvu/173

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.




    ROZDZIAŁ XXVIII.
    DAROWIZNA

    Colbert wyszedł z ukrycia.
    — Słyszałeś?... — rzekł Mazarini.
    — Niestety! słyszałem, monsiniorze.
    — Czy on ma słuszność? Czyż wszystkie te pieniądze są źle nabyte?
    — Monsioniorze, teatyn złym jest sędzią w kwestjach finansowych — odparł Colbert. — Być może jednak, iż, według poglądów teologicznych jego, Wasza eminencja nie jest bez winy.
    — Największą winą, Colbercie, jest ta, że się umiera.
    — To prawda, monsiniorze. Względem kogóż to wreszcie winnym cię znalazł teatyn?
    — Względem króla.
    Mazarini wzruszył ramionami.
    — Zupełnie, jakgdybym to nie ja ocalił państwo jego i finanse.
    — Rzecz ta nie może być nawet przedmiotem rozpraw, Monsiniorze.
    — Czy nie tak? Zatem pomimo opinji spowiednika mojego, najprawniej zarobiłem na wynagrodzenie.
    — Bez najmniejszej wątpliwości.
    — I mógłbym zachować dla mojej rodziny, tak bardzo potrzebującej, znaczną część... ba! wszystko nawet, co zarobiłem?
    — Żadnej przeszkody ku temu nie widzę, monsiniorze.
    — Pewny byłem, iż, radząc się ciebie, Colbercie, znajdę mądrą radę — odparł Mazarini, ogromnie rozradowany.