Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 01.djvu/228

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Kanał ten był odległy nie więcej jak o sto kroków od karczemki. Zapomnieliśmy dodać, iż był tam jeszcze i pies, który szczekał na każdego podróżnego z godną zastanowienia zajadłością, zaś czynił to — bo odwykł bardzo od widoku obcych twarzy.
Oberżysta miał około czterdziestu dwóch lat; słusznego wzrostu, chudy, żylasty, był okazałym typem mieszkańców tych okolic; oczy zapadłe, błyszczące, nos orli, wreszcie zęby ostre, białe, jak u zwierząt drapieżnych. Włosy nieco oszronione, gęste, to samo powiedzieć było można i o brodzie, w której dojrzeć było można bardzo już liczne białe pasma. Cera brunatna z natury, była jeszcze opalona. Oberżysta bowiem po całych dniach przesiadywał przed domem w oczekiwaniu podróżnych, którzy... nie przybywali.
Jak już wspomnieliśmy, oberżystą tym był dobry nasz znajomy, Kacper Kadrus, były sąsiad ojca Dantesa.
Żona jego, Magdalena, z domu Radelle, była kobieciną chudą, bladą i chorowitą; pochodziła z okolic Arles. Przechowała ona na twarzy ślady dawnej piękności, lecz trawiąca ją od lat gorączka, na którą zapadają wszyscy mieszkańcy, żyjący w pobliżu bagien Camargue, wybiła swe chorobliwe piętna na jej postaci.
Po całych dniach przesiadywała w swym pokoju, skurczona i drżąca. Było jej wiecznie zimno, na słońce jednak nie odważała się wychodzić nigdy, szkodziło jej ono.
Żyli więc niby razem, lecz zawsze nieomal osobno, z czego mąż był zresztą kontent niepomiernie; ilekroć bowiem razy znaleźli się razem, mąż nasłuchać się musiał wiecznie tych samych skarg i narzekań, na które odpowiadał zresztą temi samemi zawsze słowy:
— Eh, cicho byś była, Karkontko; widać tak Bóg chciał. Niech będzie wola Jego.
Karkontką mąż ją nazywał z tej racji, iż pochodziła z wioski Carconte, położonej pomiędzy Chalon a Lambese.
Tak żyli.
Razu pewnego, gdy Kadrusa akurat nie było przed oberżą,