Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 01.djvu/200

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Była prawie piąta rano. „Za dwie, trzy godziny — powiedział Dantes do siebie — przyjdzie dozorca do celi i znajdzie w nim trupa mego biednego przyjaciela. Wznieci się popłoch, zaczną szukać — znajdą otwór i przejście. Potem badać będą ludzi, którym powierzono wrzucić trupa do morza; ci zeznają że słyszeli krzyk mój. W godzinę potem ukażą się na morzu liczne barki, przepełnione żołnierzami i rozpoczną pościg za zbiegiem, nie bez słuszności mniemając, że zbyt daleko uciec przecież nie mógł. Huk dział obwieści brzegom, że więzień uciekł z zamku. Wszyscy ścigać go wtedy zaczną, jak wściekłego psa. Żołnierze rozgłoszą, w jakim stanie uciekł więzień, a wtedy nikt nie da przytułku nagiemu i zgłodniałemu. Co począć?... Jestem głodny i dokucza mi pragnienie“...
Zniechęcenie ogarnęło go zupełnie. Wtedy wzniósł oczy do nieba, padł na kolana i zaczął się modlić.
— Boże! Boże wielki!... Dopomóż mi, Boże!
Gdy tak modlił się żarliwie, na wysokości wyspy Pomegue pokazał się żagiel niewielki, a następnie i cały statek prujący łatwo ciche już wody seledynowego morza. Wyszedł najwidoczniej z portu marsylskiego i płynął na pełne morze.
— Boże! popłynąć na ich spotkanie — oto ratunek, przetnę im drogę. Przecież mnie przyjmą na pokład. Gdyby mnie zapytali, kto jestem? — odpowiem, że jestem rozbitkiem!... Więc dalej, na ich spotkanie.
I Dantes chciał już skoczyć w morze, gdy rzuciwszy wypadkiem okiem na skały, ujrzał, że na jednej z nich wisi czapeczka frygijska jednego z majtków, w rozbiciu zatopionych, zaś pod skałą tą, unosiły się szczątki rozbitego statku, którymi morze miotało, bijąc nimi, niby taranami o brzeg.
Dantes pobiegł przedewszystkiem po skałach, w stronę gdzie się znajdowały szczątki okrętu, pochwycił czapeczkę, a następnie wybrał kawałek strzaskanego masztu, który miał mu ułatwić pływanie, i popłynął w kierunku drogi, po której statek miał przepływać.
— Teraz już jestem ocalony, — zawołał w duchu.
Przekonanie to dodało mu sił. Wkrótce ujrzał zbliżający się