Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 01.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Nie — odpowiedział komendant. — Kapelan twierdzy dostał wczoraj urlop tygodniowy.
— Et, co tam! — odezwał się czyjś głos — wszakże to osoba duchowna. Pan Bóg będzie mieć dla niego i bez tego względy, nie pozwoli, aby piekło wziąć miało kapłana!
Żart ten przyjęty został ogólnym śmiechem.
— A więc wieczorem, około godziny jedenastej — dał ostatni rozkaz komendant.
— Czy pozostawić kogo przy nieboszczyku?
— A to poco? — Zamknąć celę, jakby żył i kwita.
Odgłos oddalających się kroków, po zamknięciu drzwi, cichł stopniowo! Nastało głuche milczenie, milczenie pustki, milczenie grobu.
Serce Dantesa zlodowaciało.
Po chwili podniósł zwolna taflę posadzki i badawczym wzrokiem rzucił po izdebce.
Cela była pusta.
Dantes wszedł.