Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 01.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

jemu będziesz pocieszycielem. Może będzie on równie młody, jak ty, a wtedy do ucieczki ci pomoże, gdy ja — byłem ci przeszkodą. Nie będziesz miał wtedy do czynienia z trupem, jakim ja się stałem. Daj ci Boże! Co do mnie — to czas mój już przyszedł!
Edmund załamał ręce i z głębi serca zawołał:
— O! mój przyjacielu! ojcze mój! — nie mów tego, nie opuszczaj mnie! Nie, nie! — ty nie umrzesz, ja cię ocalę!
Podniósł nogę łóżka i wydobył z niej flakonik, uzdrawiającym płynem jeszcze wypełniony.
— Patrz — zawołał Dantes — jak dużo mamy jeszcze zbawczego płynu. Mów, czy mam i teraz postępować jak poprzednio?
— Niemasz już żadnej dla mnie nadziei — odpowiedział poważnie Faria — Bóg wszelako, stwarzając człowieka, tak głęboko w sercu jego zakorzenił miłość do życia, że na wszystko się waży, aby to życie zachować — zawsze, mimo wszystko, mu drogie.
— Widzisz więc, że jest jeszcze nadzieja. Ocalę cię.
— A więc popróbuj!... już mną owładają drgnienia, czuję, że krew zalewa mi mózg... Za pięć minut cały już będę we władzy cierpienia, za piętnaście — już żyć nie będę.
— Zabiegi rób te same, co poprzednio, nie czekaj długo, wlejesz mi teraz nie dziesięć, lecz dwanaście kropel tego lekarstwa. Gdybym po tej dozie, nie odzyskał przytomności, wlejesz mi w usta pozostałą resztę.
— Spełnię wszystko, jak rozkazałeś.
— Teraz — rzekł Faria — ty, jedyna mojego nędznego życia pociecho, ty, którego Bóg mi zesłał późno może — ale mi cię zesłał... teraz, gdy się już mam rozłączyć z tobą na wieki, — życzę ci szczęścia, życzę ci wszelkiego dobra, jakiego godzien jesteś i błogosławię cię, mój synu!
Dantes padł na kolana.
— Ale słuchaj przedewszystkiem tego, co ci powiem w tej chwili ostatniej. Skarb Spadów istnieje. Mówię ci to w godzinę śmierci. Jeżeli wyjdziesz z więzienia tego i pozyskasz skar-