Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 01.djvu/053

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Panowie! — zawołał jeden z byłych biesiadników, wbiegając do sali z balkonu — panowie!... powóz wraca z panem Morrelem. Niezawodnie dobre przynosi nowiny.
Mercedes i stary Dantes wybiegli bez zwłoki na spotkanie przybyłego. Ale pan Morrel był bardzo zmieniony.
— O, moi przyjaciele — zawołał smutnym głosem — sprawa jest o wiele poważniejsza, aniżeli się zdawało.
— Panie Morrel — zawołała gwałtownie Mercedes — on jest niewinny, przysięgam.
— I ja wierzę w to mocno. Oskarżają go jednak bardzo silnie, że jest ajentem Bonapartego!
W czasach, w których się działy rzeczy przez nas opowiadane, było to oskarżenie bardzo poważne, które musiało przejąć drżeniem najodważniejszego, to też Mercedes wydała krzyk bolesny, starzec zaś upadł na krzesło bez zmysłów.
— Ach wy, poczciwcy — pomyślał Caderousse — oszukaliście mnie. Żart wasz nie był wcale żartem. Ale ja na to nie pozwolę, nie pozwolę, by to piękne dziewczę i ten starzec szlachetny ginęli z bólu. Wszystko opowiem!
— Milcz, nędzny — rzucił przejmującym szeptem w ucho Caderoussowi Danglars, chwytając go za rękę. — Gadulstwo twoje drogo cię może kosztować. Kto ci powiedział, że Dantes nie jest istotnie winny? Statek zawinął w Porto-Ferrajo i Dantes cały dzień bawił w tem mieście. Gdzie? U kogo? Jeżeli zaś istotnie znaleziono przy nim list podejrzany, wszyscy ci, którzy bronić go się poważą, wpadną w ręce sprawiedliwości, jako wspólnicy zbrodni.
Caderousse odruchowo, wiedziony naturalnym instynktem egoizmu, odrazu pojął całą grozę tego upomnienia. Spojrzał na Danglarsa wzrokiem osłupiałym ze strachu i... zamilkł.
— Jeżeli jest niewinny — dodał wtedy Danglars — wypuszczą go niezawodnie; jeżeli jednak jego wina zostanie stwierdzona — zostawmy go jego własnemu losowi, a sami lepiej się nie narażajmy!
— Odejdźmy więc. Czuję, że ani chwili dłużej bawić tu nie mogę.