Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 01.djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


siebie Danglars. — Dla mnie jest ważne to jedynie, by Dantes nie został kapitanem.
— Gdyby zaś Mercedes umarła — rzekł zwolna i z naciskiem Fernand — i jabym nie żył.
— Oj, te miłostki! — rzucił Caderousse nawpół przytomnie — to są sprawy, których już nie pojmuję.
— Możeby się udało jednak jakimś innym sposobem wyciągnąć cię z biedy — zaczął znów Danglars — jesteś tęgim chłopcem i wartoby cię wydobyć z nieszczęścia.
— Oj, warto, warto!... — zamamrotał Caderousse.
— Mój kochany! — zwrócił się do niego Danglars — w trzech czwartych jesteś już pijany. Więc pij dalej, lecz nie mieszaj się do nas. Do naszej rozmowy trzeba mieć trzeźwą głowę.
— Ja pijany?!... Oho!... Jeszczebym ze cztery takie butelki wypił, przecież one wyglądają jak flakoniki od kolońskiej wody. Hej! tam, panie Pamfilu! wina!...
I, aby dodać większej wagi swym rozkazom, uderzył silnie szklanką o stół.
— Mówiłeś, szanowny panie, — odezwał się Fernand, który aż drżał z niecierpliwości, — mówiłeś więc...
— Czy ja co mówiłem? Nie przypominam sobie zupełnie, o czem mówiliśmy poprzednio. Ten pijak Caderousse poplątał mi na nic wątek myśli.
— Mówiłeś — przypomniał Fernand — że chciałbyś bardzo wydobyć mnie z nieszczęścia, dodałeś wszelako, że...
— Prawda!... prawda!... I dodałem, że byle tyko Dantes nie zabrał ci tej, którą kochasz, to wszystko najlepiej będzie. Pan Dantes niech sobie żyje jak najdłużej, byle tylko małżeństwo jego nie doszło do skutku.
— Śmierć jedyna tylko zdołałaby ich rozdzielić.
— Gadasz jak dziecko, mój przyjacielu — wtrącił się do rozmowy Caderousse — ot Danglars to jest głowa, więcej, to filut prawdziwy, on ci zaraz dowiedzie jak bardzo wielkie głupstwa wygadujesz!
— Dowiedź mu, Danglarsie! Już ja ręczę za ciebie. Dowiedź