Przejdź do zawartości

Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 01.djvu/013

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 — Skądże wiesz, iż miał tam jakiś pakiet do oddania?
 Danglars zarumienił się gwałtownie.
 — Przechodziłem wypadkiem około nawpół przymkniętych drzwi kapitana, gdy ten oddawał właśnie Dantesowi jakiś list i pakiet.
 — O liście nic nie wiem, jeżeli go dla mnie ma, odda mi go niewątpliwie.
 — Panie Morrel — odpowiedział wtedy Danglars po chwilowym namyśle — nie wspominaj nic Dantesowi o tem wszystkiem, proszę cię o to bardzo, mogłem się pomylić....
 W tej chwili Dantes powrócił. Danglars znów chyłkiem się usunął.
 — Cóż, skończyłeś już wszystko? — zapytał właściciel.
 — Tak jest.
 — Szybko się załatwiłeś.
 — Nie wiele miałem do roboty. Oddałem spis towarów, zaś wszelkie inne papiery posłałem również tam, gdzie należy.
 Mówiąc to, rozejrzał się dookoła.
 — Tak jest, już wszystko zrobione i wszystko jest w należytym porządku.
 — W takim razie zabieram cię na obiad.
 — Zechce pan wybaczyć mi, lecz mam starego ojca; jego pierwszego muszę powitać. Dziękuję za zaszczyt z całego serca.
 — Nie mam ci tego wcale za złe; wiem, że byłeś zawsze dobrym synem.
 — A czy pan nie wie wypadkiem — nieśmiało zapytał Dantes — jak tam się miewa moje ojczysko?
 — Myślę, że dobrze, chociaż przyznam ci się, mój Edmundzie, żem go już dosyć dawno nie widział.
 — Starowina nie wychodzi prawie ze swego pokoiku.
 — Co dowodzi, że mu w czasie twej nieobecności nie zbywało na niczem.

 — Mój ojciec — odparł młody człowiek — nie jest pozbawiony dumy i wiem, że gdyby nic nie miał, to i wtedy nawet nigdyby nikogo o nic nie poprosił, jednego chyba tylko Boga!