Strona:PL Aleksander Dumas-Dama kameliowa.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tat mej wycieczki, pokazałem jej list mego ojca; dając jej do zrozumienia, że możemy się spodziewać dobrych rzeczy.
Na widok tego listu i moich uwag, poczęła tak mocno płakać, że zmuszony byłem przywołać Ninę, lękając się ataku nerwowego; położyliśmy biedną dziewczynę do łóżka, płaczącą bez wymówienia jednego słowa. Trzymała ciągle moją rękę i całowała ją co chwila.
Zapytałem się Niny, czy podczas mej nieobecności pani nie otrzymała jakiego listu, lub czyich odwiedzin, któreby mogły być przyczyną stanu, w jakim ją zastałem, lecz Nina odrzekła, że nikt nie był i nic nie przyniesiono.
A przecież coś się stało od wczoraj, coś tem gorszego, że Małgorzata kryła to przedemną!
Wieczorem zdawała się być nieco spokojniejszą, kazała mi usiąść przy sobie na łóżku i powtarzała mi zapewnienia swej miłości, poczem uśmiechała się do mnie, lecz z wysiłkiem, gdyż pomimowoli, oczy jej zalewały się łzami.
Próbowałem wszystkich sposobów, żeby ją zmusić do wyznania prawdziwej przyczyny tego zmartwienia, ale trzymała się ciągle swych racyj, o których ci już mówiłem, a które były bez żadnej wagi.

Wreszcie usnęła na moich rękach, ale snem tym, co dręczy ciało, zamiast je wzmocnić, od czasu do czasu krzyczała, budząc się nagle, a upewniwszy się, że jestem przy niej, kazała mi przysięgać, że ją będę [zawsze kochał.][1]

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; nie odbita ostatnia linijka tekstu. Uzupełniono na podstawie innych wydań.