Strona:PL Ajschylos - Prometeusz skowany.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KRATOS:
Co? Jęczeć masz odwagę nad wrogiem Zeusza?
Bodaj byś tak nie płakał nad swą dolą własną!
HEFAJSTOS:
A tobie, gdy to widzisz, czyż oczy nie gasną?
KRATOS:
Ja widzę, że nań kara spadła sprawiedliwa.
Hej! Jeszcze jego boki zawrzyj w swe ogniwa!
HEFAJSTOS:
Uczynić wszak to muszę — pocóż te rozkazy?
KRATOS:
Tak! Będę rozkazywał, krzyczał po sto razy!
Zejdź na dół i potężnie skrępuj mu i uda!
HEFAJSTOS:
Dokonam tego łatwo, niewielkie to cuda.
KRATOS:
A teraz gwoździe kajdan silnie wbić mu trzeba!
Pamiętaj: twardy na cię patrzy sędzia z nieba.
HEFAJSTOS:
Twój język jakżeż twojej dorównał postaci!
KRATOS:
Pozostań niewieściuchem, lecz się nie opłaci
Przyganiać mojej złości i mojej tężyźnie!
HEFAJSTOS:
Uchodźmy! Z tych on więzów już się nie wyśliźnie.
KRATOS: (zwrócony do Prometeusza)
A ty się tu przechwalaj! Własność kradnij bożą
Dla tworów, co się tylko na dzień jeden mnożą!
Czyż zwolnią cię śmiertelni z tych pęt? Niech odpowie
Twój przemysł! Przemyślnikiem zwali cię bogowie[1]
Fałszywie! Baczże teraz, by przez twe przemysły
Żelazne się łańcuchy na tobie rozprysły!

(odchodzą)
  1. przemyślnikiem zwali cię bogowie. — „Prometheus" znaczy po grecku: myślący naprzód, przezorny, przemyślnik.