Strona:PL Ajschylos - Cztery dramaty.djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ona-li cnotę na łany
Słoneczne wywodzi z cienia.

W płaszczu królewskim zjawia się na rydwanie AGAMEMNON; za nim KASANDRA, z oznakami prorokini; w przepaskach wełnianych we włosach i z laską wawrzynową w ręku.

PRZODOWNIK CHÓRU.
Witaj nam, królu,
Możny zdobywco Troi!
Potomku Atreuszowy!
Jakiemi cię słowy
Dziś uczcić mam?
Dusza się boi
Przesadnej dziękczynień miary,
Lecz wielki to byłby kłam,
Gdyby uszczuplić chciała,
Czego wymaga twa chwała.
Ludzki to nałóg stary,
Że się kochamy w pozorze,
Przekraczający granice
Słuszności.
Niejednokrotnie dla bólu
Współbolejące mamy lice,
Ale nie zawsze wnika nam do duszy
Kolec ich krwawvch katuszy.
A gdy wesołych przyjmujemy gości,
W nieszczery się uśmiech stroi
Nasza obłudna twarz.
Przedsię dobrego pasterza,
Gdy pilną ma straż
Nad swego ludu trzodą,