Strona:PL Ajschylos - Cztery dramaty.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rozpierzchły się domowniki,
A zwierz wciąż szalał dziki,
We krwi się pławił.
Tak z woli Boga
Dla wszystkich straszna wstała trwoga,
Gdy nieszczęść groźny wróżbita
W progi zawita.

*

Weszła-ci w gród Ilionu
Nadobna, hoża.
Spokojna, by cichy błękit morza,
Klejnot najdroższy pomiędzy klejnoty,
Oczu promienny pocisk złoty,
Miłości czarowny kwiat.
Lecz urok szybko zbladł,
Kara żyje!
Ślub zapowiedzią stał się skonu
Cnej Pryamidów chwały.
Zeus, pomstą rozgorzały
Za praw gościnnych srom,
Sam-ci wprowadził ją w dom,
Ni krwawą Erynyję!

*

Stare powiada przysłowie:
»Bogactw dostatek
Bez dziedziczących nie mrze dziatek,
A między kwiaty szczęścia wzdyć się plemi
Zielsko niedoli«. Ja-ć się z temi
Słowy nie godzę, lecz wciąż
Twierdzę, że grzeszny mąż