Strona:PL Ajschylos - Cztery dramaty.djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Okrutnie
Sam zważa,
By klątw nie rzuciły ni skargi!

*

Oniemiona,
Gdy jej z łona
Precz szafranowe pozdzierano szaty,
Spojrzeń strzały —
Wzrok omdlały —
Na swoje rzuci katy.
Ni posąg, tak nadobna, przemówić by rada
Ona-ć skazanka blada,
Ona-ć śpiewaczka miła,
Co ongi tak zbożnie nuciła
O szczęściu ojcowskiem i chwale,
Gdy wspaniale
Licznych gości
W jego włości
Huczna ściągała biesiada.

*

Jakie drogi
Los ten srogi
Wybrał-ci potem, nie wiem, nie mam słowa.
Ale godna,
Niezawodna
Jest wiedza Kalchasowa.
Cierpieniem Sprawiedliwość nas, śmiertelnych, ćwiczy!
Przyszłości tajemniczej
Wieścić me usta nie skore;
Zjawi się w samą porę!
Niech tylko ręka jej szczera