Strona:PL Ajschylos - Cztery dramaty.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Walił w okrętu przód.
Krzepki Argiwów lud
Bezczynnie wiądł.
Wówczas natchniony wieszcz,
Bożego słowa stróż,
Poddał pod wodzów sąd
Lekarstwo, sroższe od burz:
»Gniew Artemidy z was szydzi —
To wiem!
Trzeba mu zadać kres!«
Straszny ich przejął dreszcz,
Berła rzucili Atrydzi
O ziem,
Zalani strugą łez.

*

Z starszego księcia wargi
Spłynął naonczas ten głos:
»Z boginią pójdę w zatargi,
Gdy jej podepcę rozkazy!
Lecz zbrodnia to będzie i ból,
Straszne piętno krwawej zmazy,
Jeśli, jak chce tego los,
Ojcowskiej ręki cios
Na kwiat mych pól,
Na córkę, sprowadzi skon.
I tu jest zło i tam«. —
Tak rzecze ten zbożny król.
»Lecz czyż was rzucić mam?
Być zdrajcą bojowych przymierzy?
Niech krew
Ukoi burzę fal!