Strona:PL Ajschylos - Cztery dramaty.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KRATOS.
I drugie niech przykuje twoja ręka, mocna,
Ażeby się przekonał, iż Zeus jest chytrzejszy.
HEFAISTOS.
Prócz niego, nikt mi za to sławy nie umniejszy.
KRATOS.
A teraz żelaznego klinu straszne ostrze
Niech, piersi mu przeszywszy, na głaz go rozpostrze.
HEFAISTOS.
O biada! Prometeju! Twa boleść mnie wzrusza!
KRATOS.
Co? Jęczeć masz odwagę nad wrogiem Zeusza?
Bodajbyś tak nie płakał nad swą dolą własną!
HEFAJSTOS.
A tobie, gdy to widzisz, czyż oczy nie gasną?
KRATOS.
Ja widzę, że nań kara spadła sprawiedliwa.
Hej! Jeszcze jego boki zawrzyj w swe ogniwa!
HEFAJSTOS.
Uczynić wszak to muszę! Pocóż te rozkazy?
KRATOS.
Tak! będę rozkazywał, krzyczał po sto razy!
Zejdź na dół i potężnie skrępuj mu i uda.
HEFAJSTOS.
Dokonam tego łatwo, nie żadne to cuda.
KRATOS.
A teraz gwoździe kajdan silnie wbić mu trzeba:
Pamiętaj: twardy na cię patrzy sędzia z nieba.