Strona:PL Adam Asnyk-Poezje t.3.djvu/085

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została uwierzytelniona.


Dzwonki.




Naraz mi jasność zniknęła dzienna —
I świat zalała ciemność bezdenna.
Czułem, ze serce boleść mi zrywa…
Poczem nastała cisza straszliwa:
Z całego życia przebrzmiałej wrzawy
Zostały tylko mgliste wspomnienia, —
Jakiś bój straszny, upadek krwawy,
Wyrok zagłady i potępienia,
Nędza bez granic, byt bez przyszłości,
I całe morze, morze — nicości…

W wnętrznościach ziemi, w prochu i pyle,
Leżałem martwy w swojej mogile, —
Z wystygłą piersią, z wystygłą twarzą,
Pod ciemnych duchów leżałem strażą;
Lecz chociaż wszystko padło w rozstroju,
W niemocy ducha, w martwości ciała,
Jednak nie miałem w grobie spokoju,
I myśl paląca wszystko przetrwała —
I po przebytej męce konania
Zostało jeszcze poczucie trwania.