Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


była dlań strasznym ciężarem. Wprawdzie przyznawał się przed spowiednikiem do grzechów.... popełnionych myślą, ale kosztowało go to tak drogo, jak nigdy nic przedtem.
Jakiś obcy, całkiem nowy, nigdy przed tem nieznany duch zagnieździł się w jego ciele. Duch ten podsuwał mu bezprzestannie buntownicze myśli. Nocami spać mu nie dawał, przesuwając mu przed oczy dziwne jakieś rozkoszne widziadła, kobiety o oczach płonących i uśmiechniętych twarzach, pełne jakiegoś pogańskiego szału, wabiące do siebie uśmiechem, gestami i słowami: — pójdź do nas, damy ci rozkosz.... rozkosz bezbrzeżną, zupełną. Noce te stawały się dlań męczarnią. Nie raz budził się, klękał i jak umiał pacierze odmawiał. Nie pomagało to; widziadła i w czasie modlitwy nie przestawały go prześladować. Nieraz drobna nagana nauczyciela, którą dawniej byłby przyjął z