Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wała się w Semaniukowej chacie; pod pozorem, że czuwa nad Mariką, i dnie i noce spędzała stara wiedźma w sadybie Andrija. Czasami tylko znikała na kilka godzin, później, wróciwszy, szeptała coś z cicha Marice, a od wieści tych krew gwałtownie nabiegała do mózgu rozstrojonej nerwowo kobiety, pulsa jej biły gwałtownie, a w piersi żal jakiś uczuwała, żądza jakaś paląca w ciele się jej gnieździła.
Dnie teraz były cudnie piękne, słoneczne ale — jak na czerwiec w górach — przedwcześnie upalne. Wietrzyk żaden nie poruszał rozpalonego powietrza, a jakieś mgły i opary, z topniejących po szczytach i parowach śniegów sprawiały: że powietrze to upajało i odurzało. Upałem przedwczesnym pobudzona wegetacya rozwinęła się bujnie połoniny i pastwiska na stokach gór ukryły się dywanami różnobarwnych kwiatów, a woń ich mieszając się z zapachem wydzielającym