Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/051

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Marika! co ci jest kobieto! — zawołał znowu, wstając raptownie z ławy. Powiedz! tyś chora?
— Nie! nie! — odrzekła uparcie — Jedźcie do chudoby nie bójcie się o mnie.... Zaraz idę konia wam osiodłać. — I wyszła pospiesznie.
Mąż został w chacie, odmawiając po cichu modlitwę przed obrazami. Modlił się stojąc i teraz, gdy tak stał wyprostowany, można było przypatrzeć się dokładnie jego postaci.... Rosły był i barczysty jak świerk karpacki, pół wieku przeżytego nie zostawiło prawie śladu na jego ciele, tylko tu i owdzie w gęstych, czarnych włosach świeciła pojedyńcza nitka biała; wąs długi, sumiasty i orli nos robiły go podobnym do junaków zadunajskich.... To też nie obcy mu oni byli, po kilkakroć po między nimi gościł.... gdy mu było za ciasno, za duszno, umykał za Dunaj i znał Bałkan tak jak swo-