Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/020

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


spiewających; Anikę opuściły skrupuły i zachęcona czarką wódki, podaną jej przez ułana, usiadła obok niego na ławie i nie wzdragała się nawet tem, że silne ramię w błękitny rękaw strojne, opasało jej kibić... Nie wzdragały się i inne, czerwone chusty pomięszały się z czarnymi, piórami ozdobionymi krisaniami...[1] Nowa, nieznana nuta krew barzyła, płomienie jakieś w piersiach nieciła. Ułan spiewał dalej:

Ty córeczko najmłodsza
Ty do wojny najbliższa...
Oh! ja tatu ja pójdę
Ja wojować wam będę,
Bo ja serca twardego
Ja zabiję każdego.

Nagle ułan przerwał spiewanie; uczuł że go ktoś za rękaw od mundura pociąga, zwrócił się więc w tę stronę i aż się wzdry-

  1. kapeluszami.