Strona:PL Światełko. Książka dla dzieci (antologia).djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zniecierpliwiony bogacz, zamiast datku, znieważył księdza policzkiem, na co ten odpowiedział spokojnie:
— To jest dla mnie, a cóż będzie dla sierot?
Zdumiony wielkością duszy księdza, krzywdziciel rzuci, się w jego objęcia, przepraszał i znaczną część pieniędzy ofiarował na dzieci. Przy takiej wytrwałości, zebrał ksiądz Boduen sumę, za którą zakupił naprzód kamienicę, a później wystawił wspaniały gmach dla podrzutków, istniejący dotychczas pod nazwą szpitala Dzieciątka Jezus. Żeby złe matki nie potrzebowały dzieci zabijać lub porzucać ich na ulicy i placach, — urządzono w ścianie szpitala okienko, przez które wsuwać mogły niemowlęta do przygotowanej kołyski. Wyjmowała dziecko z kołyski służba szpitalna, opatrywał je lekarz i nakarmione oddawano mamce do miasta lub na wieś. Ochronił w ten sposób ksiądz Boduen wiele matek od zbrodni zabójstwa, ocalił mnóstwo dzieci od śmierci. Wielką ten mąż znakomity całemu krajowi wyrządził przysługę: iluż bowiem w przeciągu lat stu przeszło ze skazanych na zagładę niemowląt wyrosło ludzi poczciwych i zdatnych do pracy!
Podobnym do Boduena był, zmarły przed laty trzydziestu, Stanisław Jachowicz. Uczą się dzieci pięknych jego bajeczek, nie wszystkie jednakże wiedzą, że sam wychowywał sieroty i zebrał dużą sumę pieniędzy na urządzenie dla nich przytułku i szkółki.
Gdy Boduen i Jachowicz pielęgnowali podrzutków i opuszczone sieroty, ksiądz Jakób Falkowski poświęcił się dzieciom dotkniętym strasznem kalectwem, bo utratą słuchu i mowy. Poznawszy pewnego siedmioletniego głuchoniemego chłopczyka, usiłował go najprzód wyleczyć. Według wskazówek, które znalazł w książkach lekarskich, golił malcowi głowę, świdro-