Strona:PL Čech - Pieśni niewolnika.djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XXIII.

W mrokach stoję nad urwiskiem, kędy pianą dżdżów i plut
Dudniąc, jęcząc w pył się strzępi nawał rozechwianych wód
I jak ptak strudzony lotem, żądny przysiąść gdzieś u skał,
Wzrok na zwiady w dal wysyłam poprzez toni wzdętej wał,
Co kipiątkiem, jak czarownic parchocący w kotle war,
W nieprzejrzaną szerz się ściele wrzyskiem fal i kłębem par.

Stojąc tak za siebie patrzę: tam się w pętach krwawi ląd.
Patrzę przed się: tam żywiołu grozi zgubą wir i mąt.
Już nadciąga dziki orkan, wichrem mi się mierzwi włos,
Ustawiczny zgrzyt mych kajdan tłumi tucz chrapliwy głos,
Lecz ja dłoń spętaną wznosząc nad ten morza ryk i chlust,
Biczom wichru twarz nadstawiam jak pieszczocie tkliwych ust.
Witaj burzo! siecz mnie dżadżami, parskaj, miotaj się i pień,
W huku twoich wściekłych gromów wyzwolenia błyska dzień!

A wtem oczy płomienistą nagle mi zachodzą mgłą.
Czuję: skronie mi pałają, wzmożonemi pulsy drżą,
Z głębi piersi na me usta szept wydziera się i szmer
Wieszczych skrzydeł, co ku jutru obróciły lotek ster.