Strona:PL Čech - Pieśni niewolnika.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tu skrzydło nie zna szranek ni kajdan,
Gędźbą dróg mlecznych poi się słuch.
Tutaj myśl wolna w wolnym przestworze
W kras nieśmiertelnych polata zorze —
Fraszką ciał jarzmo, królem jest duch!

Ledwo skinął — noc przezuła
Czarny płaszcz na szafran zórz.
Sad bajeczny..., w nim Moguła
Pałac pośród róż.

Poprzez sieć bluszczów, lianów i pnączy
Storczyków giętki wije się wąs
I z palm wysmukłych koroną łączy
Wonnych kielichów lazur i pons.
Z utajonego w kryształach wrzyska
Woda zwysoka w baseny tryska,
jakby kto tęczę na marmur strząsł.

W mgłach kadzideł cień się słania
Otulony w tkań pajęczą,
Cudna nóżka w takt wydzwania
Złotą obręczą.

Pod kruczą grzywą, nad lic liliją
Blaskiem fosforów źrenice mżą,
Bieluchne piersi większy skarb kryją
Niż te, co w łonie Golkondy śpią.
Ale nad oczy, nad pierś dziewczęcą
Silniej usteczka kuszą i nęcą
Ku lubych pieszczot najsłodszym grom.

Rozkochaną sięgam dłonią...
Kto te zgrzyty w baśń mi wplótł?